czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 2 "Wystarczy być sobą"

Vilu:
 Obudziłam się w sali szpitalnej. Dziś mają mnie wypuścić. Odkąd moi rodzice są sławni, chęć ucieczki staje się coraz większa. Gdy Ana się urodziła i wyszłam z nią i Fede na spacer to rodzice byli tacy sławni, że ja i Fede trafiliśmy do gazety. Było wtedy napisane: "Violetta i Federico C. ze swoją siostrą. Wspanialj rodzice cieszą się kolejnym potomkiem." Tak się wtedy wściekłam, a nie mówię jak Fede zareagował.
-Dzień dobry pani Castillo. No więc wypisujemy panią. -Powiedział lekarz i wyszedł zanim zdąrzyłam powiedzieć jedno słowo. Wzięłam do ręki telefon. Odblokowałam i zobaczyłam 2 wiadomości.
Mama:
 Violetta gdzie ty się podziewasz?! Całą noc ciebie nie było! Wracaj do domu!
Federico:
Vilu nie wracaj do domu, czekaj na mnie przed szpitalem. Spakowałem ciebie Anę i mnie. Wyprowadzamy się, ciotka powinna nas przyjąć.
Do Federico:
Fede będę czekać na ciebie za 10-15 minut. Tak właściwie co się stało?
Od Federico:
Dowiesz się potem. Rodzice jeszcze śpią, dlatego mamy przewagę. Czekaj na nas.
 Martwię się trochę. Jak mu i Anie coś się stało? Nie wyobrażam sobie. Spakowałam do torebki swój telefon, pamiętnik i czasopismo. Wyszłam przed szpital. Czekałam na nich kilka minut. Federico przyjechał z Aną a ja wsiadłam do samochodu.
-To co się stało?
-Przemyślałem to wszystko. Nasi rodzice stwarzają patologiczną rodzinę. Musimy uchronić Anę. Wyjedziemy w tą dzielnice gdzie nieszka nasza ciotka. Wiem tylko, że gdzieś tu mieszka, nie wiem tylko gdie dokładnie.
-Fede masz jeszcze rozum? Jedziesz bez celu!
-A masz lepszy pomysł?
-Oczywiście, że mam! Zamieszkamy w naszym domku letniskowym. Rodzice nawet nie pamiętają o jego istnieniu. Już niedługo będziemy pełnoletni, mamy jakieś oszczędności. Fede zgódź się.
-Ale jak plan nie wypali, to twoja wina. -Tak wygląda kłótnia bliźniaków. Dojechaliśmy do celu. Wysiedliśmy wszyscy z samochodu i weszliśmy do domku. Pozornie jest mały, lecz jak się wchodzi do środka jest wielki. Lubię tu przyjeżdżać. Teraz jest tylko jeden problem. Co zrobimy z Aną jak będziemy chodzić do szkoły?
-Federico. Ja nie wiem jak ty ale ja wypiszę się ze szkoły i poszukam pracy. Zmienię numer telefonu i nie dodzwonią się do mnie rodzice.
-Violu. Jestem za.. tylko, że nikt nam nie da wypisu ze szkoły. Jakbyśmy zaczekali ten tydzień to może.. Violetta. Jak chcesz to możemy spróbować.
-To ja pójdę nas wypisać. Jestem bardziej przekonująca niż ty.
-Taaak..? Mi się wydaje, że to ja jestem bardziej przekonujący.
-To idź nam poszukać pracy i przedszkola dla Any.
-Się robi kapitanie! - Mój brat, zawsze umie mnie rozśmieszyć. Humor go nie opuszcza. Za to go kocham. Martwię się tylko o Anę, że będzie się bała bez rodziców. Ale to nic. Jakoś to będzie.
 Wyszłam z domu w kierunku szkoły. Z tego nowego miejsca zamieszkania jest bliżej. Pięć minut piechotą. Kiedy już doszłam weszłam niepewnym krokiem do środka budynku. Był pusty. Pewnie są lekcje. Weszłam do gabinetu dyrektora.
-Dzień dobry panie dyrektorze.
-O witam, panno Castillo. Jakiś problem?
-Em.. chciałabym wypisać siebie i brata ze szkoły...
-Panno Castillo. Owszem, mogę wypisać was obojga, lecz jesteście jeszcze niepełnoletni.
-Zdaję sobie z tego sprawę. Mamy niewielkie kłopoty i musimy zacząć pracować.
-Dobrze.. od kiedy ma być wypis?
-Najlepiej od dziś.
-Dobrze. Proszę tylko tu podpisać. - Wzięłam długopis i podpisałam.
-Dziękuję, do widzenia.
-Do widzenia. - I wyszłam. Uczniowie już wyszli ze sal. Postanowiłam szybciej wyjść, żeby nikt się niczego nie dopytywał. Gdy już miałam wychodzić, ktoś chwycił mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i ujrzałam Leona.
-Cześć.
-Cześć Violu. Jak się czujesz?
-Dzięki już lepiej...
-Kiedy wracasz na lekcje?
-Leon.. masz całą ławkę wolną dla siebie.
-Co?
-Wypisałam siebie i Federico ze szkoły.
-Problemy rodzinne?
-Tak jakby. Uciekliśmy z domu.
-Gdzie?!
-Leon ciszej. Mamy domek letniskowy. Wzięliśmy Anę i pojechaliśmy tam. Federico szuka nam teraz pracy, takiej do której będziemy mogli zabierać Anę.
-Nigdy bym nawet nie pomyślał, że to aż tak poważne. Mogę jakoś pomóc?
-Nie trzeba. Jakoś sobie poradzimy. Ja muszę już iść. Muszę pomóc bratu. Pa!
-Cześć... -Pożegnaliśmy się i wróciłam do nowego miejsca zamieszkania.
Leon:
Nigdy bym nawet nie pomyślał, że Violetta jest taka miła. Nigdy nawet przez myśl mi to nie przeszło. Polubiłem ją. Każdy człowiek zasługuje na szansę także i Violetta. Francesca jeszcze krzywo na nią patrzy, no ale muszą się lepiej poznać.
-Hej Leon! Co tak bujasz w obłokach? -Zawołała Camila.
-No em.. -Co ja jej mam powiedzieć? Ona też polubiła Violę. A jak powiem, że o niej myślę to będzie mówiła, że się zakochałem. A to nieprawda
-No wysłów się.
-No ten.. Violetta się wypisała ze szkoły...
-Co?!
-Mówiła, że uciekła z domu i muszą mieć z Federikiem pieniądze na życie.
-To gdzie oni poszli?
-Zabrali swoją siostrę i pojechali do jakiegoś domku letniskowego. Gdybyś przyszła tu trzydzieści sekund wcześniej to byś wszystko słyszała.
-Fran mnie zatrzymała.
-Dobra dobra..
-A jej rodzice.. nie wkurzą się, jak zauważą, że ich nie ma?
-No wiesz, biorąc pod uwagę to, że są dla nich surowi i to bardzo to napewno są zdolni do umieszczenia w gazecie ogłoszenia, że ich dzieci zaginęły. Albo będą szukać na własną rękę, albo zamieszczą wydarzenie w mediach i ustawią stawkę wygranej, dla znalazcy.
-Są aż tak podli?
-Nie wiem, ale jak jej ojciec ją pobił to sądzę, że tak.
-Wiesz lepiej chodźmy już na lekcje, zaraz dzwonek. -Poszliśmy na kolejną lekcje. Była nią muzyka. Jeszcze tylko geografia, chemia, angielski, matma i wf i koniec lekcji. Nie nawidzę szkoły. Wolę już  iść do pracy a nie kisic się w tej szkole.
 Violetta:
 Doszłam do domu, zauważyłam Federica w ogrodzie trzymającego gazetę w rękach.
-Znalazłeś już coś?
-Nie. Nigdy nie myślałem,  że znalezienie pracy jest takie trudne. A wypis? Załatwiłaś?
-Mówiłam, że jestem bardziej przekonująca. Już od dziś jesteśmy wolni.
-Mam nadzieję, że będzie jakaś praca do której możemy zabrać Anę.
-Może będziemy pracować w jakimś sklepie?
-Może od razu zabawkowym?
-Fede ale ja na poważnie. Najpierw jakiś kiosk, albo coś innego a jak się znajdzie jakaś lepsza praca to przejmiemy pracę w tej drugiej.
-Można spróbować.. ale tu nie ma żadnego takiego ogłoszenia.
-Poczekamy. Może chodźmy na mieście czegoś poszukać?
-Violetta. Dzwoniła do mnie matka.
-Odebrałeś?
-Nie. Wyłączyłem telefon. Najpierw chodźmy załatwić nowe numery.
-Dobra chodźmy, idź po Anę. -Federico poszedł po Anę. Gdy wrócił wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na miasto. Poszliśmy najpierw zmienić numer telefonów. Gdy już to załatwiliśmy poszliśmy szukać pracy. Chodziliśmy po sklepach, żeby może ktoś byłby tak dobry i nas zatrudnił choćby na kilka miesięcy. Nie myślałam nigdy, że szukanie pracy jest takie trudne.
-Vilu, patrz! Tam coś jest! -Zawołał mój brat. Oczywiście było ogłoszenie, ale ten sklep jakoś podejrzanie wyglądał.
-No nie wiem.. jakoś tak podejrzanie wygląda.
-Viola chodź. Przecież musimy mieć jakąś pracę!
-Okej. Chodźmy.. -Nie podoba mi się ten bydynek. Jakiś taki ciemny się wydaje. Dobra, zobaczę jak będzie w środku.
 Weszliśmy, tak jak mi się wydawało budynek jest zaniedbany. Pewnie klientów nie było. Śmieci walają się po podłodze. Ehh.. dlaczego musiałam tu trafić? -Fede tu nikogo nie ma.
-Chodź. -Wziął mnie za rękę i prowadził pod jakiś pokój. Zapukał, ktoś powiedział, że możemy wejść więc tak zrobiliśmy. -Dzień dobry..
-My w sprawie pracy.
-Ile wy macie lat smarkacze?! -Burknął facet siedzący za biórkiem.
-Dwadzieścia..! -Krzyknął mój mądry braciszek.
-Fede co ty robisz..? -Spytałam go szeptem.
-Zaufaj mi... -Odpowiedział mi. -Nie dawno skończyliśmy szkołę i szukamy pracy. Najpierw chcielibyśmy taką na kilka miesięcy, potem jakąś na stałe.
-Dobra. Słuchajcie mnie i to uważnie. Zatrudnię was na miesiąc próbny. Potem zobwczę, jak będziecie się wywiązywać z pracy to was zostawię na stałe.
-Mamy jeszcze jedno pytanie. Czy moglibyśmy tu zabierać naszą siostrę? Nie mamy jej z nikim zostawić, a ona może nawey pomóc, ma cztery lata.. Zgodziłby się pan..? -Spytałam.
-Skoro nie macie jej gdzie zostawić, to może przyjść.
-Dziękujemy. Do widzenia!
-Do widzenia. -Pożegnaliśmy się i wyszliśmy. Wsiedliśmy do samochodu gdzie czekała na nas Ana. Nadal nie podoba mi się to miejsce,  ale może się przyzwyczaję. Trochę dziwne, że facet nie poprosił nas o żasne papiery.
-Fede nie wydaje ci się to dziwne, że nie poprosił nas o żadne papiery?
-Tak trochę to dziwne. Ale może potem będziemy musieli coś dać.
-Pożyjemy, zobaczymy. Gdzie jedziemy teraz?
-Ana gdzie chcesz jechać?
-Do tego fajnego parku. -Moja siostra uwielbia się tam bawić. Fede zaparkował samochód, wysiedliśmy i poszliśmy usiąść na ławkę. Ana gdzieś pobiegła, a my zaczęliśmy rozmowę.
-Violetta. Wczoraj jak byłaś w szpitalu, to byli tam również Leon i Camila. Nigdy tak nie gnali do ciebie..
-Wtedy jak nie poszłam ten jeden dzień do szkoły to poszłam tutajj z Aną i przyczepili się mnie. No ale koniec końców są fajni. Powinieneś ich poznać.
-Może  mi ich przedstawisz co?
-Chciałbyś. Jak przyjdą to sam ich poznasz. Federico, ja wracam do domu, ty zostań z Aną. -Powiedziałam i poszłam. Doszłam do domu po 15 minutach. Weszłam do środka i pognałam do  swojego pokoju. Jak zwykle stał tam keyboard. Nie umiem na nim grać, ale może warto się nauczyć. Na stole leżą nuty. Nie znam się na nich w ogóle. Internet pomoże!
 Wzięłam laptopa, uruchomiłam i zaczęłam szukać stron z nauką gry na keyboardzie. Było ich kilka, lecz tylko jedna przykuła moją uwagę. Jest tu dużo opisów, ale przynajmniej coś z tego rozumiem. Zaczęłam włączać filmiki i powtarzać zgodnie z instrukcją. Po godzinie ćwiczeń byłam już pewna, że muzyka jest dla mnie. Cuekawe po kim jest ten keyboard?
 Ćwiczyłam grę na keyboardzie jeszcze pół godziny. Wychodziło mi nawet nieźle. Wyłączyłam sprzęt i poszłam do ogrodu. Fede właśnie wrócił z Aną.
-Jesteśmy! Zrobiliśmy małe zakupy.
-Świetnie. Dopiero 15 a ja czuję jakby minęły dwa dni.
-Przyzwyczaisz się. Teraz mamy spokój i ciszę. Bez żadnych kłótni, sporów. Miałaś rację, żebyśmy tu zamieszkali.
-Ja zawsze mam rację braciszku. -Kątem oka zauważyłam Verdasa i Torres którzy wracają ze szkoły. Verdas wszedł do domu obok mojego a Torres do domu na przeciwko. Nawet nie myślałam, że będziemy tak blisko siebie.
Chyba się zakochałam...

I jak kolejny rozdział, podoba się?
Liczę, że w końcu znajdzie się taka dobra odoba która skomentuje.
Jula ;>

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 1. "nie-przyjaciele?"

Vilu:
 Dziś postanowiłam sprzeciwić się rodzicom. Poszłam do ich gabinetu.
-Cześć.. chciałabym wam coś powiedzieć, więc uwarzwjcie na to co mówię.
-Violetta przejdź do rzeczy, z tatą mamy interesy do załatwienia.
-Nie będę już chodzić pod wasze dyktando! Wam zależy tylko na sławie i pieniądzach, dlatego ja i Fede mamy być ponad to nawet w szkole?! Nie mam nikogo poza Fede, a Ludmiła ma wszystko! Ona może robić co chce, nie musi zakładać takiej bluzki na jaką ma kaprys jej mama! Mam was dość! Chętnie bym zabrała Anę i się wyprowadziła! - Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale nie zdąrzyłam. Podszedł do mnie ojciec.
-W tej chwili opuść gabinet! -Krzyknął na mnie i mocno uderzył w twarz. Wybiegłam z gabinetu do swojego pokoju. Fede mnie próbował zatrzymać lecz go nie słuchałam. Wbiegłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Dziś jest środa, zaraz powinnam być w szkole, ale nie pokażę się tak. Po pięciu minutach zdecydowałam, że dzid odpuszczę sobie szkołę. Wzięłam swoją siostrę i wyszłam z domu. Fede pojechał do szkoły a ja musiałam wziąść Anę, żeby się jej nic nie stało. Poszłam z nią do parku, żeby się wybiegała. Wiem, że ktoś z klasy może mnie tu zobaczyć, no ale.. może się ktoś zlituje nade mną. Z resztą ja nie potrzebuję litości.
 Siedziałam z Aną przez kilka godzin w parku. Już skonczyły się lekcje mojej klasy. Tędy chodzi do domu ta.. jak jej tam.. Camila i Francesca. Jak mnie tu zauważą to po mnie.
 Schowałam twarz w dłonie i łzy same zaczęły mi lecieć z oczu. Czemu to jest takie okropne?! Przecież ja nic złego nie zrobiłam, ja tylko powiedziałam moim rodzicom, że chcę być normalna. Taka jak wszyscy.
 Poczułam jak ktoś siada koło mnie i kładzie mi rękę na ramieniu. Wiem, że to nie Fede bo by mnie od razu przytulil, Ana też nie bo by coś mówiła. A Luśka ma lekcje dodatkowe o tej porze.
-Może mogę jakoś pomóc..? - Spytał mnie ktoś. Ten głos skądś kojarzę. To jest głos... o nie! Tylko nie on. -Violetta, wiem, że w szkole między nami wiesz.. jest ten.. no wiesz o co chodzi.
-Leon jak chcesz mnie upokorzyć to masz do tego pełną rękę. Jestem idiotką.. - Ostatnie slowa mówiłam ciszej, tak aby chłopak nie usłyszał, lecz on ma słuch lepszy niż myślałam.
-Nie jesteś idiotką. Powiedz co się stało.
-Leon.. chodzi o moich rodziców. Wiem, sprawy rodzinne cię napewno nie obchodzą.
-Jeśli to ci pomoże to słucham.
-Odkąd moi rodzice stali się sławni to stale każą mi i Fede chodzić jak w zegarku. Jakbym się spotykała chociażby z tym Aleksem to by mnie z donu wyrzucili...
-Nie... niewiedziałem..
-Nikt niewiedział. A dziś kiedy próbowałam im się postawić, mój ojciec mnie pobił... - Mówiłam w miarę głośno. Tak aby chłopak dosłyszał.
-Violetta. Niemyślałem nawet, że masz takie zamieszanie w domu..
-Najgorsze jest to, że moja młodsza siostra Ana przez to cierpi. Z Federico próbujemy ją chronić przed rodzicami. Wiem głupio to brzmi. - Ku mojemu zdziwieniu chłopak przysunął się do mnie i przytulił.
-Violetta. Możesz mi zaufać. Wiem, że między nami jest jak jest, ale może spróbujmy się poznać.
-Leon mówisz na serio?!  Przecież jestem dla ciebie taka.. no wiesz..
-Ale czemu by chociaż nie spróbować? - Do nas podbiegła Ana i zaczęła krzyczeć:
-A Vilu ma chłopaka! A Vilu ma chłopaka!
-Ana! Spokój. -Wzięłam siostrę na kolana. -Jeśli powiesz jeszcze tylko słowo, to nie pójdziemy już nigdy do parku.- Szepnęłam jej do ucha. Uspokoiła się, to zawsze na nią działa.
-Słodka ta twoja siostra.
-Gdy śpi i nie woła jeść. -Odpowiedziałam chłopakowi. - Leon.. przepraszam. Za wszystko, za to co mówię o tobie w szkole. To przez rodziców się tak zachowuję. Ich nie obchodzi nawet to, że dostaję naganne zachowanie.
-Spoko. Może chciałabyś,żebym cię "zapoznał" z resztą klasy?
-Wątpię, żeby oni chcieli.
-A ja myślę co innego. Gdyby wiedzieli jaka naprawdę jesteś, polubili by cię. Daję słowo. Patrz, Cami i Fran idą. Zaczekaj chwilę.
 Leon:
Violetta naprawdę jest inna niż myślałem.
-Cześć dziewczyny.
-Cześć Leon.-odpowiedziały chórem.-Co robiłeś z Castillo?
-Pocieszałem ją..
-Leon, ty wiesz jaka ona jest. Nikt się z nią nie zadaje.
-Ona jest inna niż wam się wydaje. Gdybyście ją poznały to byście miały o niej inne zdanie.
-Dobra.. ja mogę spróbować. Każdemu trzeba dać szansę. -Powiedziała Cami.
-A ja niewiem.. Cami ja idę do domu. A ty se baluj z Castą. -Powiedziała Fran i odeszła od nas.
-To jak. Idziemy?
-Chodźmy.
Vilu:
Siostra się bawi, a ja siedzę jak idiotka na tej ławce i beczę. Łzy nie chcą przestać mi lecieć z oczu. Podeszły do mnie 2 osoby. Zapewne to Leon z którąś z tych dziewczyn. Usiedli obokmnie na ławce. Zrobiło mi się głupio.
-Violetta. To jest Cami. Zapewne ją już znasz, ale poznajcieb się lepiej.
-Camila, przepraszam za to co mówię o tobie w szkole.. wiem, idiotka ze mnie. -Powiedziałam. Dziewczyna objęła mnie ramieniem. Oni naprawdę nie są tacy źli.
-Nie ma sprawy. - Leon zostawił nas same. -Mogłabyś mi powiedzieć, czy coś się stało..? -Spytała.
-Jeśli chcesz wiedzieć..
-Chcę.
-Wiesz.. w sumie to nie jest jednorazowa sprawa.. -Zaczęłam opowiadać dziewczynie o rodzicach.
-Violetta.. ja..
-Wiem, nie wiedziałaś. Nikomu o tym nie mówiłam, bo przecież ci z trójeczki idiotów nie mogą się z nikim zadawać.
-Violetta. Gdybyśmy wszyscy cię lepiej znali, wszystko by było inne. Mi możesz zaufać. Napewno ci pomogę.
-Dzięki Camila. -Przytuliłam się do niej. Postanowiłyśmy się przejść do baru na lody. -Ana! Idziemy! -Krzyknęłam do siostry i poszłyśmy. Weszłyśmy do baru , w którym jeszcze nigdy nie byłam. Polubiłam Camilę, nie jest taka jaka mi się wydawała. Gadałyśmy kilka godzin po czym rozeszłyśmy się do domu. Głównym powodem była Ana. Narzekała, że się jej nudzi. Po powrocie poszłam się odświeżyć i poszłam spać.
 Ranek:
Obudził mnie Federico. I to wcześniej niż zwykle.
-Federico, nie pali się. Jeszcze pięć minut. -Powiedziałam zaspanym głosem.
-Jeszcze pięć minut i się spóźnisz do szkoły. -Fede zabrał mi kołdrę a ja sprytna okryłam się kocem. -Viola! Idziemy do szkoły! -Zabrał mi również koc. Wstałam, bo innego wyboru nie miałam. Wybrałam ubrania i poszłam się ubrać. Ubrania jakie dziś założyłam były inne niż te co wcześniej zakładałam. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Do kuchni weszła moja matma.
-Violetta! Co ty masz na sobie?! Idź się w tej chwili przebrać! -Krzyknęła.
-Nie ma mowy. -Powiedziałam. Moim oczom ukazał się ojciec.
-Smarkulo masz coś do powiedzenia?
-A żebyś wiedział! -Ojciec przybliżył się do mnie przucisnął do ściany i uderzył mocno.
-Zostaw ją! -Krzyknął mój brat. Zrobiło mi się słabo. Usiadła na podłodze z oczami we łzach. Fede mnie podniósł i pojechaliśmy do szkoły. W torebce miałam okulary przeciwsłoneczne więc je założyłam. Dotarliśmy na miejsce. Fede odprowadził mnie do szatni i odszedł. Nadal źle się czułam, ale nie chciałam , żeby musiał się martwić. Poszłam na pierwszą lekcję, była nią lekcja hiszpańskiego z nauczycielką Jackie.
-Viola wszystko ok? Coś marnie wyglądasz... -spytał szeptem Leon.
-Tak.. znaczy nie..
-Viola co jest?-Zdjęłam okulary, pokazałam moje podbite oczy. -woow. Co ci się stało?
-em... ojciec. -schyliłam się nad ławką. Czułam się coraz gorzej. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
 ------------------------------------
Obudziłam się lecz nie mogłam otworzyć oczu, światło mnie mocno raziło w oczy.
-Violu, Violetta.. słyszysz mnie? -znam ten głos. To Federico.
-Fede... -odpowiedziałam.
-Jak się czujesz?
-Już lepiej, nie martw się. -Otworzyłam oczy szerzej. Za szklanymi drzwiami zobaczyłam Leona i Camilę. Nie pamiętam niczego. -Fede tak w ogóle co się stało?
-Jak ojciec cię pobił to w szkole tak jakby zasnęłaś. Nauczycielka myślała, że ty śpisz a ty zemdlałaś.
-Fede musimy coś zrobić. Przecież jak zaczną jeszcze bić ciebie i Anę..?-usiadłam na łóżku.    Przytuliłam się do brata. On zawsze umie dodać mi otuchy.
-Wiem, że musimy. Za tydzień będziemy pełnoletni. Wyprowadzimy się, zabierzemy Anę. Wszystko się ułoży, zobaczysz. Przynajmnien na razie spróbujmy być normalni w szkole, spróbujmy znaleźć przyjaciół. Luśka ani się obejrzała jak z tobą było źle. Nawet tu nie przyjechała, ani nie zadzwoniła. Jej wybór. Camila i Leon tu są. Chcesz, żeby weszli?
-Tak. -Odpowiedziałam. Fede poszedł do drzwi otworzyłvi wpuścił Leona i Cami.
-Violetta jak się czujesz?
-Dzięki, już lepiej.
-Lekarze już coś mówili?
-Mówili, że jeśli Vilu poczuje się lepiej to wypuszczą ją jutro. -Powiedział Fede.
-Napędziłaś nam stracha. Jackir oszalała na lekcji. Andres nagrał jej panikę.
-Em.. Andres to, który chłopak jeśli mogę wiedzieć..? -spytałam. Nie znam imion większości osób z klasy.
-Krótko mówiąc to ten co co chwilę robi z siebie pokrakę. -Powiedział Leon. Gadaliśmy, śmialiśmy się przez kilka godzin, lecz czas odwiedzin się skończył i musieli wyjść. Weszłam na czat w telefonie i zobaczyłam trzy zaproszenia. Były one od Leona, Cami i Fran. Zdziwiłam się, że Francesca mnie zaprosiła. Przyjęłam wszystkie zaproszenia. Leon jest aktywny.
L: ¡Hola Vilu!
V: ¡Hola!
L: Lepiej już z tobą?
V: Tak. Jutro powinni mnie wypuścić. Mam wielkiego farta, że nikt nie powiedział, że to ojciec mnie pobił. Sprawa wylądowałaby na komisariacie.
L: Em.. ja powiedziałem tylko, że masz konflikt z rodzicami, ale nie mówiłem, że cię pobili ani nic takiego.
V: Pewnie sami mnie wypytają. No dobra. Może.. opowiesz mi coś o sobie?
L: okej. Jestem przystojny, romantyczny, wolny, mam co tydzień trening na motocrossie. Lubię tworzyć muzykę. Więcej cech nie pamiętam i serdecznie żałuję.
V: Zapomniałeś dodać, że jesteś bardzo skromny.
 Napisałam. Chłopak przez chwilę nic nie pisał lecz po chwili wysłał mi filmik. Grał na gitarze i śpiewał. Wow! Jest naprawdę niezły!
V: Leon.. brak mi słóe.
L: Aż tak fauszuję??
V: No co ty? Masz talent!
L: Dziękuję. Co za zaszczyt przeczytać to od osoby z elity.
V: Już nie jestem w elicie. Teraz większością jest tylko Luśka. Ja i Fede zdecydowaliśmy być normalni.
L: O widzę, że jakaś zmiana.
V: No tak. Leon ja już kończę. Trzeba iść spać.
L: Trzeba, czy współlokatorom przeszkadza światło z telefonu?
V: Jedno i drugie. Zwłaszcza, że centralnie obok mnie leży starsza babka, która co chwilę mnie dźga swoją laską.
L: hahah wytrzymaj. Jeszcze 1h do północy. Wszystkie starsze śpią już po północy.
V: A skąd ty to możesz wiedzieć?
L: Z pewnego źródła. No więc dobranoc Vilu.
V: Dobranoc Leon.
 Wyłączyłam czat. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Mam wspaniałych nie-przyjaciół.

Jak się podoba 1 rozdział?
Vilu pobita, Leon i Cami zaprzyjaźnili się z Vilu a Lu się od nich odsunęła. Czekam na komentarze.
Do następnego ;>
Jula ;>


wtorek, 3 lutego 2015

dzięki

Dziękuję wam za równo 100 odsłon!
Myślałam, że dłuzej to będzie trwało, a jednak..
Dziwi mnie jednak to, że pomimo tych 100 odsłon, na blogu nie ma komów.
Z czego mi przykro.
Więc jakby się znalazła jakaś chojna, dobra, fajna (długo by wymieniać xD) osoba, mogłaby dać koma.
Więc ode mnie to tyle. Czekam na jakieś odzewy od was.
/Jula ;>

Prolog

Vilu:
Nastąpił wrzesień. Czeka na mnie trudny rok. Znowu muszę cię wybić, być ponad wszystko, bo rodziców obchodzi tylko sława, popularność i pieniądze, a nie uczucia ich dzieci. Ja i mój brat Fede próbujemy się od nich odciąć, ale trochę marnie nam to wychodzi. W tym roku spróbuję być sobą, znaleźć przyjaciół którzy zrozumieją. W szkole mamy przewagę. Ale za to wszyscy nas unikają. Nazywają nas "trójeczką idiotów" po za mną i Fede jest jeszcze Ludmiła. Jest dla nas wyrozumiała. I to bardzo. Pomaga nam we wszystkim. Rodzice się nawet cieszą, że się z nią przyjaźnimy, bo jej mama Priscilla, jest wielką śpiewaczką operową. Nasza mama Maria i jej razem występują, razem jeżdżą w trasy. A ojcowie prowadzą interesy. To wszystko nie ma sensu. Rodzice Luśki po za tym, że prowadzą interesy to interesują się życiem Lu, pozwalają jej na co chce. A nasi ustawiają nas pod własne dyktando. Mamy jeszcze młodszą siostrę Anę, mała  sweet czterolatka. Chronimy ją przed tym, żeby ona nie wpadła w sidła rodziców. No więc tak wygląda nasze życie, tylko, że codzień jest coraz gorzej.
-Federico! Violetta! W tej chwili wyłaźcie z pokoi i marsz do szkoły! Chyba nie chcecie stracić swojego stanowiska! - Krzyknęła nasza matka.
-Idziemy, nie pali się!! -Wrzasnęłam z wnętrza pokoju. Wzięłam plecak i wyszłam z pokoju. Pożegnałam się z Aną i poszłam do garażu. Wsiadłam do jednego z 4 samochodów. No tak, bogata rodzina ma aż cztery auta. Wystarczyły by tylko  2 ale oni się uparli, żeby wszyscy mieli swoje. Fede zjawił się chwilę po mnie. Otworzył pilotem bramę, wsiadł i pojechaliśmy.
-Federico.. obiecaj mi, że w tym roku będzie lepiej. -Pytałam się mu to co roku. Bliźniacza dusza mnie rozumie.
-Vilu, co roku mnie pytasz i co roku jest tak samo. Nigdy nie dadzą nam spokoju.
-Wiem, ale trzeba chociaż spróbować. Może zamieszkalibyśmy z Luśką. Zabralibyśmy do niej Anę. Jakoś by to było.
-Jej rodzice przyjaźnią się z naszymi. Gdybyśmy uciekli z domu do niej to jej rodzice powiedzieli by wszystko naszym. Więc.. sama wiesz. -Posmutniałam. Wiem, że to nie wypali, ale trudno. Trzeba wymyślić co innego. Po pięciu minutach dojechaliśmy pod budynek szkoły. Zaparkowałam auto, wzięliśmy plecaki i wysiedliśmy. Nie pewnym krokiem poszliśmy w stronę szkoły. Kiedy weszliśmy poczułam wzrok wszystkich spoczywający na nas. Podeszliśmy do tablicy ogłoszeń i sprawdziliśmy w której klasie jesteśmy i z kim. Jesteśmy razem z Luśką w 3a. Każdy rok w tej budzie jest dla mnie koszmarem. Lecz czuję się pewniej w towarzystwie moich przyjaciół, czyli Fede i Lu.
 Pierwsza lekcja, to lekcja wychowawcza. Naszą wychowawczynią jest Angie Camesa. Jest nawet spoko. Weszliśmy do sali. Uff.. podwójne ławki. Będę siedzieć z Federico jestem pewna.
-Dzień dobry! Nasza pierwsza wychowawcza! Cieszycie się? No więc na razie usiądźcie gdzie chcecie. Zaraz was pousadzam i tak będziecie siedzeć na każdej lekcji nie tylko na wychowawczej. -Zajęliśmy z Fede najlepsze miejsca. Czyli te na samym tyle, żeby nauczyciele nie zauważyli, że ściągamy itp. Luśka usiadła z przodu. Według niej chociaż jedna osoba z elity musi być z przodu. -Dobrze. A teraz was pousadzam. -Mówiła Angie. Pousadzała najpierw innych ale w końcu przyszła kolej na nas. Żaden nauczyciel nie ma na nas siły. -Castillo. Bliźniaki Castillo, co z wami zrobić. Hm.. Dobra, już wiem. Federico ty usiądziesz z..Francescą. A ty Violetta. Z Leonem. Bez gadania. -że co?! Ja mam z nim siedzieć?! To idiota! Przecież jak matka się o tym dowie..
 Usiadłam z tym Leonem, lecz nie podobało mi się to. Ja i Fede mamy taką samą średnią w klasie. Jest to najwyższa średnia. Ci nauczyciele to.. każdy jest taki sam, okrutny i niesprawiedliwy. Zadań masę nam dają i oczywiście dlatego, że mamy największą średnią to są dla nas bardziej surowi.
 Lekcja wychowawcza to jeszcze jakoś minęła, ale matma to był koszmar.
-Te Casta daj spisać. -Co chwilę mówił tak do mnie Verdas.
-Gęba na kłódkę. Nie dam, bo się nie nauczysz fajtłapo. Gdybyś należał do elity to może...-Powiedziałam. Nie odczepił się.
-Ekhem..! Verdas! Castilo jak macie jakiś temat do podzielenia się z nami to słuchamy.
-Przepraszam pani profesor, tłumaczyłam temu nieudacznikowi zadanie. -Wyjaśniłam.
-Violetta, nie każ mi stawiać uwagę w pierwszy dzień szkoły!
-Niech se pani stawia.. -szepnęłam. Na moje szczęście nie usłyszała. Nie dostałam tej uwagi. Ale mało by brakowało. Wiem, że w taki sposób nic nan z tego naszego plany nie wyjdzie, ale trudno.
 Następne lekcje minęły tak w miarę. Wróciliśmy do domu razem z Fede. Pierwszy dzień uważam za nieudany. Ale nie będę chwalić dnia przed zachodem słońca.

I jak? Podoba się nowa historia? Wredna Vilu i Fede chcą się zmienić. Ciekawe co na to Ludmi. Przekonacie się już nie długo, ale dopiero wtedy gdy będzie tu choćby jeden komentarz. To chyba nie tak dużo napisać jedno słowo.
Jula ;>

Ogłoszenie 2!

Postanowiłam, że będę pisać nową opowieść. Będzie ona również o Vilu, lecz w innej odsłonie. Mam nadzieję, że nowa historia wam się bardzo spodoba! :D
//Jula ;>

poniedziałek, 2 lutego 2015

Ogłoszonko! :D

Mam takie małe pytanko. Mianowicie : czy ktoś czyta tego bloga?
Jeśli tak, proszę o komy. Zależy mi na nich. To bardzo motywuje do pisania kolejnego rozdziału, więc jeśli jesteś tutaj, i czytasz, pozostaw po sobie komentarz. ;>
//Jula :D

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 5

  Francesca:
 Idę przez park dążąc do celu, który wyznaczył mi Marco. Pięc minut chodziłam w kółko nie mogąc znaleźć Marca. Ale po jakimś czasie ujrzałam mojego chłopaka siedzącego na kocu z gitarą w rękach. Zaszłam go od tyłu i zasłoniłam oczy.
-Zgadnij kto to!
-Hm.. moja ukochana Fran? -Odstawił gitarę, odwrócił się do mnie i lekko musnął moje usta. Marco to ten jedyny <3.
-Podoba ci się tutaj? -spytał.
-Jest przepięknie. Kwiaty, ptaki, ten cały krajobraz. Mogę tu siedzieć godzinami.
-Jest jeszcze jedna niespodzianka.. Francesca.. moi rodzice powiedzieli, że się przeprowadzają do większego domu, ale tego w którym teraz mieszkamy niesprzedają i..
-I..?
-Powiedzieli, że możemy się tam wprowadzić. Co ty na to? - Zaniemówiłam. On jest świetny !
-Jestem za! - Krzyknęłam. On jest boski. Będę mieszkqć z Marco!!
-To kiedy się przeprowadzasz ? -Spytał.
-Jak najszybciej! Kocham cię Marco!
-Ja ciebie bardziej! - Marco wstał, wziął mnie na ręcę i biegł gdzieś przez chwilę. Zatrzymał się przy jeziorze. Była tam para łabędzi i łódka. - Chodź. - Wziął mnie za rękę wcześniej stawiając na ziemi. Wsiadliśmy do łódki. O dziwo była tam gitara. Marco się postarał. Płynęliśmy tak chwilkę aż nie dopłynęliśmy na środek jeziora. Marco wziął w ręce gitarę i zaczął grać piosenkę, której nie znam. Była piękna. Nim obejrzałam musieliśmy wracać, bo lunął deszcz. Padało niesamowicie mocno, a my jedyni przez ulicę biegliśmy. Marco zatrzymał się, chwycił mnie za nadgarstek, żebym ja też się zatrzymała. Przybliżył do siebie i pocałował namiętnie swymi ciepłymi ustami. Kocham go, za to jak się stara, chodzący ideał! Trwaliśmy tak złączeni przez kilka minut, lecz deszcz zaczął padać jeszcze mocniej. Weszliśmy razem do domu Marca cali przemoczeni. Rodziców chłopaka w domu nie ma, więc ze spokojem mogliśmy robić co nam się żywnie podoba. Kiedyś u Marca zostawiłam ubrania więc chłopak dał mi e i poszłam się przebrać. Mmarco był w swoim pokoju, ustawiał coś w telewizorze. Chyba włączy jakiś film.
- A więc co oglądamy? -Spytałam.
-Hm.. mam tu 4 filmy: komedia, coś romantycznego, horror albo jakiś głupi film, którego jeszcze nie oglądałem. Co wybierasz? - Spojrzał na mnie prosząco, żebym wybrała horror.
-Dobrze Marco, niech ci będzie.
-Yeah! - Krzyknął a ja się zaśmiałam. Oglądaliśmy go, lecz co chwilę przybliżałam się do Marca, żeby się do niego przytulić. Niektóre momenty były tego warte. Nie ukrywam, że nawet mi się to podobało, ale Marco jeszcze bardziej.
 Camila:
 Super, deszcz pada, Viola jest z Leonem, Fran z Marco a ja sama w domu. Ehh.. czemu ja jeszcze nie znalazłam swojej drugiej połówki? Byłam już z Broadwueyem, i z Sebą, ale z Broadwueyem mi nic nie wyszło, byliśmy o siebie zazdrośni. Aż za bardzo. A Seba? Seba wyjechał.  Tęsknię za nim, bo z nim było mi najlepiej. Niczego już nie naprawię. Ale może kiedyś Seba wróci? Z moich przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Otworzyłam. Za nimi stał...
 Violetta:
 Dzień z Leonem był.. wspaniały. Wprowadziłam się do niego. Jego rodzice faktycznie nie mają nic przeciwko. Teraz razem siedzimy u niego w pokoju i oglądamy jakiś denny film. Ciekawa jestem, kiedy mój ojciec zacznie wydzwaniać. Och.. jak na zawołanie. Usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Chwyciłam go w rękę i odeszłam kawałek w kąt pokoju, żeby móc spokojnie porozmawiać. Sprawdziłam kto dzwoni. Tata.
-Violetta, gdzie jesteś?! W tej chwili wracaj do domu!
-Tato jestem już pełnoletnia! Zapomniałeś? Mieszkam teraz z Leonem, i nie wrócę za żadne skarby! - Rozłączyłam się. Podeszłam do Leona, usiadłam koło niego.
-Coś się stało..? - Spytał zmartwiony.
-Ojciec dzwonił. Kazał mi do domu wracać.
-Przecież jesteś pełnoletnia, nie rozumiem, dlaczego twój tatusiek, tak cię traktuje. Ale nie przejmuj się. Teraz jesteś ze mną. Tu ci będzie lepiej.
-Dziękuję Leon.
-Nie ma za co kochanie.
-Leon słyszałeś nowostkę?
-Jaką?
-Mój tata i Angie są parą.
-Na serio? - Udał zdziwionego.
-Tak. Tylko ona potrafi go opanować. Uzupełniają się. Trochę to głupie, ale jak wezńną ślub, to moja ciotka zostanie moją mamą. - Zaśmiałam się.
-Chyba przestało padać. Idziemy gdzieś? - Puścił mi oczko. Niewiem o co chodzi. - Violu, mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. - Spojrzałam na nirgo pytająco. Uśmiechnął się. Myślałam, że chce pójść ze mną do klubu, do jakiegoś kina, może nad jezioro albo do Studia a on: - Violu, moi rodzice zdecydowali, że kupią nam dom. - To zdanie mnie zszokowało. Przecież, dopiero co zostaliśmy parą.
-Leon na prawdę?
-Tak. Już go widziałem. Jest duży ogród, w środku ogromny salon i mnóstwo pokoi. Cieszysz się?
-Jasne, że tak! Leon kocham cię!
-Za co? - Spytał i się  uśmiechnął.
-Za wszystko. Za to, że jesteś, że tak się starasz.
-A jak powiem, że ja cię kocham bardziej?
-To ci nie uwierzę. - Zaśmiałam się. On wstał, wziął mnie na ręce i wyszedł, a raczej wybiegł z domu. Wsiedliśmy na jego motor. Jechaliśmy z 10 minut. Kiedy dotarliśmy, zorientowałam się, że jestem pod domem Marco. -Leon, kotek co my tu robimy?
-Ten dom obok domu Marca jest nasz. Chodź. - Dom był ogromny. Podobny do tego, w którym mieszka mój tata.
-Leon skąd twoi rodzice mieli na to pieniądze? Przecież on wygląda jak dom za miliony. Musieliście chyba z 5 razy wygrać w lotka.
-Nie.. moim rodzicom się powiodło w tym roku. Już od dawna wiedziałem, że kupią mi dom, byle bym im nie przeszkadzał. A że już ze sobą mieszkamy, to postanowiłem, że ten dom będę dzielić z tobą. Z moją jedyną. - Uśmechnęłam się do niego. Nie dość,że będę mieszkać z nim, to na dodatek  obok Francesci! Jak ja go kocham! Weszliśmy do środka, faktycznie ogromny salon, ogród też wielki i masa pokoi. Tu jest przepięknie!
-Dziękuję Leon.


I jak? Marcesca i Leonetta mieszkają po sąsiedztwie.
Podoba wam się taki zwrot akcji?
Będzie jeszcze takich mnóstwo.
Jak myślicie, kto stał za drzwiami gdy Cami je otworzyła? Ja biorę się do pisania a wy komentujcie!
Do następnego!
Jula ;>