Vilu:
Dziś postanowiłam sprzeciwić się rodzicom. Poszłam do ich gabinetu.
-Cześć.. chciałabym wam coś powiedzieć, więc uwarzwjcie na to co mówię.
-Violetta przejdź do rzeczy, z tatą mamy interesy do załatwienia.
-Nie będę już chodzić pod wasze dyktando! Wam zależy tylko na sławie i pieniądzach, dlatego ja i Fede mamy być ponad to nawet w szkole?! Nie mam nikogo poza Fede, a Ludmiła ma wszystko! Ona może robić co chce, nie musi zakładać takiej bluzki na jaką ma kaprys jej mama! Mam was dość! Chętnie bym zabrała Anę i się wyprowadziła! - Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale nie zdąrzyłam. Podszedł do mnie ojciec.
-W tej chwili opuść gabinet! -Krzyknął na mnie i mocno uderzył w twarz. Wybiegłam z gabinetu do swojego pokoju. Fede mnie próbował zatrzymać lecz go nie słuchałam. Wbiegłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Dziś jest środa, zaraz powinnam być w szkole, ale nie pokażę się tak. Po pięciu minutach zdecydowałam, że dzid odpuszczę sobie szkołę. Wzięłam swoją siostrę i wyszłam z domu. Fede pojechał do szkoły a ja musiałam wziąść Anę, żeby się jej nic nie stało. Poszłam z nią do parku, żeby się wybiegała. Wiem, że ktoś z klasy może mnie tu zobaczyć, no ale.. może się ktoś zlituje nade mną. Z resztą ja nie potrzebuję litości.
Siedziałam z Aną przez kilka godzin w parku. Już skonczyły się lekcje mojej klasy. Tędy chodzi do domu ta.. jak jej tam.. Camila i Francesca. Jak mnie tu zauważą to po mnie.
Schowałam twarz w dłonie i łzy same zaczęły mi lecieć z oczu. Czemu to jest takie okropne?! Przecież ja nic złego nie zrobiłam, ja tylko powiedziałam moim rodzicom, że chcę być normalna. Taka jak wszyscy.
Poczułam jak ktoś siada koło mnie i kładzie mi rękę na ramieniu. Wiem, że to nie Fede bo by mnie od razu przytulil, Ana też nie bo by coś mówiła. A Luśka ma lekcje dodatkowe o tej porze.
-Może mogę jakoś pomóc..? - Spytał mnie ktoś. Ten głos skądś kojarzę. To jest głos... o nie! Tylko nie on. -Violetta, wiem, że w szkole między nami wiesz.. jest ten.. no wiesz o co chodzi.
-Leon jak chcesz mnie upokorzyć to masz do tego pełną rękę. Jestem idiotką.. - Ostatnie slowa mówiłam ciszej, tak aby chłopak nie usłyszał, lecz on ma słuch lepszy niż myślałam.
-Nie jesteś idiotką. Powiedz co się stało.
-Leon.. chodzi o moich rodziców. Wiem, sprawy rodzinne cię napewno nie obchodzą.
-Jeśli to ci pomoże to słucham.
-Odkąd moi rodzice stali się sławni to stale każą mi i Fede chodzić jak w zegarku. Jakbym się spotykała chociażby z tym Aleksem to by mnie z donu wyrzucili...
-Nie... niewiedziałem..
-Nikt niewiedział. A dziś kiedy próbowałam im się postawić, mój ojciec mnie pobił... - Mówiłam w miarę głośno. Tak aby chłopak dosłyszał.
-Violetta. Niemyślałem nawet, że masz takie zamieszanie w domu..
-Najgorsze jest to, że moja młodsza siostra Ana przez to cierpi. Z Federico próbujemy ją chronić przed rodzicami. Wiem głupio to brzmi. - Ku mojemu zdziwieniu chłopak przysunął się do mnie i przytulił.
-Violetta. Możesz mi zaufać. Wiem, że między nami jest jak jest, ale może spróbujmy się poznać.
-Leon mówisz na serio?! Przecież jestem dla ciebie taka.. no wiesz..
-Ale czemu by chociaż nie spróbować? - Do nas podbiegła Ana i zaczęła krzyczeć:
-A Vilu ma chłopaka! A Vilu ma chłopaka!
-Ana! Spokój. -Wzięłam siostrę na kolana. -Jeśli powiesz jeszcze tylko słowo, to nie pójdziemy już nigdy do parku.- Szepnęłam jej do ucha. Uspokoiła się, to zawsze na nią działa.
-Słodka ta twoja siostra.
-Gdy śpi i nie woła jeść. -Odpowiedziałam chłopakowi. - Leon.. przepraszam. Za wszystko, za to co mówię o tobie w szkole. To przez rodziców się tak zachowuję. Ich nie obchodzi nawet to, że dostaję naganne zachowanie.
-Spoko. Może chciałabyś,żebym cię "zapoznał" z resztą klasy?
-Wątpię, żeby oni chcieli.
-A ja myślę co innego. Gdyby wiedzieli jaka naprawdę jesteś, polubili by cię. Daję słowo. Patrz, Cami i Fran idą. Zaczekaj chwilę.
Leon:
Violetta naprawdę jest inna niż myślałem.
-Cześć dziewczyny.
-Cześć Leon.-odpowiedziały chórem.-Co robiłeś z Castillo?
-Pocieszałem ją..
-Leon, ty wiesz jaka ona jest. Nikt się z nią nie zadaje.
-Ona jest inna niż wam się wydaje. Gdybyście ją poznały to byście miały o niej inne zdanie.
-Dobra.. ja mogę spróbować. Każdemu trzeba dać szansę. -Powiedziała Cami.
-A ja niewiem.. Cami ja idę do domu. A ty se baluj z Castą. -Powiedziała Fran i odeszła od nas.
-To jak. Idziemy?
-Chodźmy.
Vilu:
Siostra się bawi, a ja siedzę jak idiotka na tej ławce i beczę. Łzy nie chcą przestać mi lecieć z oczu. Podeszły do mnie 2 osoby. Zapewne to Leon z którąś z tych dziewczyn. Usiedli obokmnie na ławce. Zrobiło mi się głupio.
-Violetta. To jest Cami. Zapewne ją już znasz, ale poznajcieb się lepiej.
-Camila, przepraszam za to co mówię o tobie w szkole.. wiem, idiotka ze mnie. -Powiedziałam. Dziewczyna objęła mnie ramieniem. Oni naprawdę nie są tacy źli.
-Nie ma sprawy. - Leon zostawił nas same. -Mogłabyś mi powiedzieć, czy coś się stało..? -Spytała.
-Jeśli chcesz wiedzieć..
-Chcę.
-Wiesz.. w sumie to nie jest jednorazowa sprawa.. -Zaczęłam opowiadać dziewczynie o rodzicach.
-Violetta.. ja..
-Wiem, nie wiedziałaś. Nikomu o tym nie mówiłam, bo przecież ci z trójeczki idiotów nie mogą się z nikim zadawać.
-Violetta. Gdybyśmy wszyscy cię lepiej znali, wszystko by było inne. Mi możesz zaufać. Napewno ci pomogę.
-Dzięki Camila. -Przytuliłam się do niej. Postanowiłyśmy się przejść do baru na lody. -Ana! Idziemy! -Krzyknęłam do siostry i poszłyśmy. Weszłyśmy do baru , w którym jeszcze nigdy nie byłam. Polubiłam Camilę, nie jest taka jaka mi się wydawała. Gadałyśmy kilka godzin po czym rozeszłyśmy się do domu. Głównym powodem była Ana. Narzekała, że się jej nudzi. Po powrocie poszłam się odświeżyć i poszłam spać.
Ranek:
Obudził mnie Federico. I to wcześniej niż zwykle.
-Federico, nie pali się. Jeszcze pięć minut. -Powiedziałam zaspanym głosem.
-Jeszcze pięć minut i się spóźnisz do szkoły. -Fede zabrał mi kołdrę a ja sprytna okryłam się kocem. -Viola! Idziemy do szkoły! -Zabrał mi również koc. Wstałam, bo innego wyboru nie miałam. Wybrałam ubrania i poszłam się ubrać. Ubrania jakie dziś założyłam były inne niż te co wcześniej zakładałam. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Do kuchni weszła moja matma.
-Violetta! Co ty masz na sobie?! Idź się w tej chwili przebrać! -Krzyknęła.
-Nie ma mowy. -Powiedziałam. Moim oczom ukazał się ojciec.
-Smarkulo masz coś do powiedzenia?
-A żebyś wiedział! -Ojciec przybliżył się do mnie przucisnął do ściany i uderzył mocno.
-Zostaw ją! -Krzyknął mój brat. Zrobiło mi się słabo. Usiadła na podłodze z oczami we łzach. Fede mnie podniósł i pojechaliśmy do szkoły. W torebce miałam okulary przeciwsłoneczne więc je założyłam. Dotarliśmy na miejsce. Fede odprowadził mnie do szatni i odszedł. Nadal źle się czułam, ale nie chciałam , żeby musiał się martwić. Poszłam na pierwszą lekcję, była nią lekcja hiszpańskiego z nauczycielką Jackie.
-Viola wszystko ok? Coś marnie wyglądasz... -spytał szeptem Leon.
-Tak.. znaczy nie..
-Viola co jest?-Zdjęłam okulary, pokazałam moje podbite oczy. -woow. Co ci się stało?
-em... ojciec. -schyliłam się nad ławką. Czułam się coraz gorzej. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
------------------------------------
Obudziłam się lecz nie mogłam otworzyć oczu, światło mnie mocno raziło w oczy.
-Violu, Violetta.. słyszysz mnie? -znam ten głos. To Federico.
-Fede... -odpowiedziałam.
-Jak się czujesz?
-Już lepiej, nie martw się. -Otworzyłam oczy szerzej. Za szklanymi drzwiami zobaczyłam Leona i Camilę. Nie pamiętam niczego. -Fede tak w ogóle co się stało?
-Jak ojciec cię pobił to w szkole tak jakby zasnęłaś. Nauczycielka myślała, że ty śpisz a ty zemdlałaś.
-Fede musimy coś zrobić. Przecież jak zaczną jeszcze bić ciebie i Anę..?-usiadłam na łóżku. Przytuliłam się do brata. On zawsze umie dodać mi otuchy.
-Wiem, że musimy. Za tydzień będziemy pełnoletni. Wyprowadzimy się, zabierzemy Anę. Wszystko się ułoży, zobaczysz. Przynajmnien na razie spróbujmy być normalni w szkole, spróbujmy znaleźć przyjaciół. Luśka ani się obejrzała jak z tobą było źle. Nawet tu nie przyjechała, ani nie zadzwoniła. Jej wybór. Camila i Leon tu są. Chcesz, żeby weszli?
-Tak. -Odpowiedziałam. Fede poszedł do drzwi otworzyłvi wpuścił Leona i Cami.
-Violetta jak się czujesz?
-Dzięki, już lepiej.
-Lekarze już coś mówili?
-Mówili, że jeśli Vilu poczuje się lepiej to wypuszczą ją jutro. -Powiedział Fede.
-Napędziłaś nam stracha. Jackir oszalała na lekcji. Andres nagrał jej panikę.
-Em.. Andres to, który chłopak jeśli mogę wiedzieć..? -spytałam. Nie znam imion większości osób z klasy.
-Krótko mówiąc to ten co co chwilę robi z siebie pokrakę. -Powiedział Leon. Gadaliśmy, śmialiśmy się przez kilka godzin, lecz czas odwiedzin się skończył i musieli wyjść. Weszłam na czat w telefonie i zobaczyłam trzy zaproszenia. Były one od Leona, Cami i Fran. Zdziwiłam się, że Francesca mnie zaprosiła. Przyjęłam wszystkie zaproszenia. Leon jest aktywny.
L: ¡Hola Vilu!
V: ¡Hola!
L: Lepiej już z tobą?
V: Tak. Jutro powinni mnie wypuścić. Mam wielkiego farta, że nikt nie powiedział, że to ojciec mnie pobił. Sprawa wylądowałaby na komisariacie.
L: Em.. ja powiedziałem tylko, że masz konflikt z rodzicami, ale nie mówiłem, że cię pobili ani nic takiego.
V: Pewnie sami mnie wypytają. No dobra. Może.. opowiesz mi coś o sobie?
L: okej. Jestem przystojny, romantyczny, wolny, mam co tydzień trening na motocrossie. Lubię tworzyć muzykę. Więcej cech nie pamiętam i serdecznie żałuję.
V: Zapomniałeś dodać, że jesteś bardzo skromny.
Napisałam. Chłopak przez chwilę nic nie pisał lecz po chwili wysłał mi filmik. Grał na gitarze i śpiewał. Wow! Jest naprawdę niezły!
V: Leon.. brak mi słóe.
L: Aż tak fauszuję??
V: No co ty? Masz talent!
L: Dziękuję. Co za zaszczyt przeczytać to od osoby z elity.
V: Już nie jestem w elicie. Teraz większością jest tylko Luśka. Ja i Fede zdecydowaliśmy być normalni.
L: O widzę, że jakaś zmiana.
V: No tak. Leon ja już kończę. Trzeba iść spać.
L: Trzeba, czy współlokatorom przeszkadza światło z telefonu?
V: Jedno i drugie. Zwłaszcza, że centralnie obok mnie leży starsza babka, która co chwilę mnie dźga swoją laską.
L: hahah wytrzymaj. Jeszcze 1h do północy. Wszystkie starsze śpią już po północy.
V: A skąd ty to możesz wiedzieć?
L: Z pewnego źródła. No więc dobranoc Vilu.
V: Dobranoc Leon.
Wyłączyłam czat. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Mam wspaniałych nie-przyjaciół.
Jak się podoba 1 rozdział?
Vilu pobita, Leon i Cami zaprzyjaźnili się z Vilu a Lu się od nich odsunęła. Czekam na komentarze.
Do następnego ;>
Jula ;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz