Vilu:
Obudziłam się w sali szpitalnej. Dziś mają mnie wypuścić. Odkąd moi rodzice są sławni, chęć ucieczki staje się coraz większa. Gdy Ana się urodziła i wyszłam z nią i Fede na spacer to rodzice byli tacy sławni, że ja i Fede trafiliśmy do gazety. Było wtedy napisane: "Violetta i Federico C. ze swoją siostrą. Wspanialj rodzice cieszą się kolejnym potomkiem." Tak się wtedy wściekłam, a nie mówię jak Fede zareagował.
-Dzień dobry pani Castillo. No więc wypisujemy panią. -Powiedział lekarz i wyszedł zanim zdąrzyłam powiedzieć jedno słowo. Wzięłam do ręki telefon. Odblokowałam i zobaczyłam 2 wiadomości.
Mama:
Violetta gdzie ty się podziewasz?! Całą noc ciebie nie było! Wracaj do domu!
Federico:
Vilu nie wracaj do domu, czekaj na mnie przed szpitalem. Spakowałem ciebie Anę i mnie. Wyprowadzamy się, ciotka powinna nas przyjąć.
Do Federico:
Fede będę czekać na ciebie za 10-15 minut. Tak właściwie co się stało?
Od Federico:
Dowiesz się potem. Rodzice jeszcze śpią, dlatego mamy przewagę. Czekaj na nas.
Martwię się trochę. Jak mu i Anie coś się stało? Nie wyobrażam sobie. Spakowałam do torebki swój telefon, pamiętnik i czasopismo. Wyszłam przed szpital. Czekałam na nich kilka minut. Federico przyjechał z Aną a ja wsiadłam do samochodu.
-To co się stało?
-Przemyślałem to wszystko. Nasi rodzice stwarzają patologiczną rodzinę. Musimy uchronić Anę. Wyjedziemy w tą dzielnice gdzie nieszka nasza ciotka. Wiem tylko, że gdzieś tu mieszka, nie wiem tylko gdie dokładnie.
-Fede masz jeszcze rozum? Jedziesz bez celu!
-A masz lepszy pomysł?
-Oczywiście, że mam! Zamieszkamy w naszym domku letniskowym. Rodzice nawet nie pamiętają o jego istnieniu. Już niedługo będziemy pełnoletni, mamy jakieś oszczędności. Fede zgódź się.
-Ale jak plan nie wypali, to twoja wina. -Tak wygląda kłótnia bliźniaków. Dojechaliśmy do celu. Wysiedliśmy wszyscy z samochodu i weszliśmy do domku. Pozornie jest mały, lecz jak się wchodzi do środka jest wielki. Lubię tu przyjeżdżać. Teraz jest tylko jeden problem. Co zrobimy z Aną jak będziemy chodzić do szkoły?
-Federico. Ja nie wiem jak ty ale ja wypiszę się ze szkoły i poszukam pracy. Zmienię numer telefonu i nie dodzwonią się do mnie rodzice.
-Violu. Jestem za.. tylko, że nikt nam nie da wypisu ze szkoły. Jakbyśmy zaczekali ten tydzień to może.. Violetta. Jak chcesz to możemy spróbować.
-To ja pójdę nas wypisać. Jestem bardziej przekonująca niż ty.
-Taaak..? Mi się wydaje, że to ja jestem bardziej przekonujący.
-To idź nam poszukać pracy i przedszkola dla Any.
-Się robi kapitanie! - Mój brat, zawsze umie mnie rozśmieszyć. Humor go nie opuszcza. Za to go kocham. Martwię się tylko o Anę, że będzie się bała bez rodziców. Ale to nic. Jakoś to będzie.
Wyszłam z domu w kierunku szkoły. Z tego nowego miejsca zamieszkania jest bliżej. Pięć minut piechotą. Kiedy już doszłam weszłam niepewnym krokiem do środka budynku. Był pusty. Pewnie są lekcje. Weszłam do gabinetu dyrektora.
-Dzień dobry panie dyrektorze.
-O witam, panno Castillo. Jakiś problem?
-Em.. chciałabym wypisać siebie i brata ze szkoły...
-Panno Castillo. Owszem, mogę wypisać was obojga, lecz jesteście jeszcze niepełnoletni.
-Zdaję sobie z tego sprawę. Mamy niewielkie kłopoty i musimy zacząć pracować.
-Dobrze.. od kiedy ma być wypis?
-Najlepiej od dziś.
-Dobrze. Proszę tylko tu podpisać. - Wzięłam długopis i podpisałam.
-Dziękuję, do widzenia.
-Do widzenia. - I wyszłam. Uczniowie już wyszli ze sal. Postanowiłam szybciej wyjść, żeby nikt się niczego nie dopytywał. Gdy już miałam wychodzić, ktoś chwycił mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i ujrzałam Leona.
-Cześć.
-Cześć Violu. Jak się czujesz?
-Dzięki już lepiej...
-Kiedy wracasz na lekcje?
-Leon.. masz całą ławkę wolną dla siebie.
-Co?
-Wypisałam siebie i Federico ze szkoły.
-Problemy rodzinne?
-Tak jakby. Uciekliśmy z domu.
-Gdzie?!
-Leon ciszej. Mamy domek letniskowy. Wzięliśmy Anę i pojechaliśmy tam. Federico szuka nam teraz pracy, takiej do której będziemy mogli zabierać Anę.
-Nigdy bym nawet nie pomyślał, że to aż tak poważne. Mogę jakoś pomóc?
-Nie trzeba. Jakoś sobie poradzimy. Ja muszę już iść. Muszę pomóc bratu. Pa!
-Cześć... -Pożegnaliśmy się i wróciłam do nowego miejsca zamieszkania.
Leon:
Nigdy bym nawet nie pomyślał, że Violetta jest taka miła. Nigdy nawet przez myśl mi to nie przeszło. Polubiłem ją. Każdy człowiek zasługuje na szansę także i Violetta. Francesca jeszcze krzywo na nią patrzy, no ale muszą się lepiej poznać.
-Hej Leon! Co tak bujasz w obłokach? -Zawołała Camila.
-No em.. -Co ja jej mam powiedzieć? Ona też polubiła Violę. A jak powiem, że o niej myślę to będzie mówiła, że się zakochałem. A to nieprawda
-No wysłów się.
-No ten.. Violetta się wypisała ze szkoły...
-Co?!
-Mówiła, że uciekła z domu i muszą mieć z Federikiem pieniądze na życie.
-To gdzie oni poszli?
-Zabrali swoją siostrę i pojechali do jakiegoś domku letniskowego. Gdybyś przyszła tu trzydzieści sekund wcześniej to byś wszystko słyszała.
-Fran mnie zatrzymała.
-Dobra dobra..
-A jej rodzice.. nie wkurzą się, jak zauważą, że ich nie ma?
-No wiesz, biorąc pod uwagę to, że są dla nich surowi i to bardzo to napewno są zdolni do umieszczenia w gazecie ogłoszenia, że ich dzieci zaginęły. Albo będą szukać na własną rękę, albo zamieszczą wydarzenie w mediach i ustawią stawkę wygranej, dla znalazcy.
-Są aż tak podli?
-Nie wiem, ale jak jej ojciec ją pobił to sądzę, że tak.
-Wiesz lepiej chodźmy już na lekcje, zaraz dzwonek. -Poszliśmy na kolejną lekcje. Była nią muzyka. Jeszcze tylko geografia, chemia, angielski, matma i wf i koniec lekcji. Nie nawidzę szkoły. Wolę już iść do pracy a nie kisic się w tej szkole.
Violetta:
Doszłam do domu, zauważyłam Federica w ogrodzie trzymającego gazetę w rękach.
-Znalazłeś już coś?
-Nie. Nigdy nie myślałem, że znalezienie pracy jest takie trudne. A wypis? Załatwiłaś?
-Mówiłam, że jestem bardziej przekonująca. Już od dziś jesteśmy wolni.
-Mam nadzieję, że będzie jakaś praca do której możemy zabrać Anę.
-Może będziemy pracować w jakimś sklepie?
-Może od razu zabawkowym?
-Fede ale ja na poważnie. Najpierw jakiś kiosk, albo coś innego a jak się znajdzie jakaś lepsza praca to przejmiemy pracę w tej drugiej.
-Można spróbować.. ale tu nie ma żadnego takiego ogłoszenia.
-Poczekamy. Może chodźmy na mieście czegoś poszukać?
-Violetta. Dzwoniła do mnie matka.
-Odebrałeś?
-Nie. Wyłączyłem telefon. Najpierw chodźmy załatwić nowe numery.
-Dobra chodźmy, idź po Anę. -Federico poszedł po Anę. Gdy wrócił wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na miasto. Poszliśmy najpierw zmienić numer telefonów. Gdy już to załatwiliśmy poszliśmy szukać pracy. Chodziliśmy po sklepach, żeby może ktoś byłby tak dobry i nas zatrudnił choćby na kilka miesięcy. Nie myślałam nigdy, że szukanie pracy jest takie trudne.
-Vilu, patrz! Tam coś jest! -Zawołał mój brat. Oczywiście było ogłoszenie, ale ten sklep jakoś podejrzanie wyglądał.
-No nie wiem.. jakoś tak podejrzanie wygląda.
-Viola chodź. Przecież musimy mieć jakąś pracę!
-Okej. Chodźmy.. -Nie podoba mi się ten bydynek. Jakiś taki ciemny się wydaje. Dobra, zobaczę jak będzie w środku.
Weszliśmy, tak jak mi się wydawało budynek jest zaniedbany. Pewnie klientów nie było. Śmieci walają się po podłodze. Ehh.. dlaczego musiałam tu trafić? -Fede tu nikogo nie ma.
-Chodź. -Wziął mnie za rękę i prowadził pod jakiś pokój. Zapukał, ktoś powiedział, że możemy wejść więc tak zrobiliśmy. -Dzień dobry..
-My w sprawie pracy.
-Ile wy macie lat smarkacze?! -Burknął facet siedzący za biórkiem.
-Dwadzieścia..! -Krzyknął mój mądry braciszek.
-Fede co ty robisz..? -Spytałam go szeptem.
-Zaufaj mi... -Odpowiedział mi. -Nie dawno skończyliśmy szkołę i szukamy pracy. Najpierw chcielibyśmy taką na kilka miesięcy, potem jakąś na stałe.
-Dobra. Słuchajcie mnie i to uważnie. Zatrudnię was na miesiąc próbny. Potem zobwczę, jak będziecie się wywiązywać z pracy to was zostawię na stałe.
-Mamy jeszcze jedno pytanie. Czy moglibyśmy tu zabierać naszą siostrę? Nie mamy jej z nikim zostawić, a ona może nawey pomóc, ma cztery lata.. Zgodziłby się pan..? -Spytałam.
-Skoro nie macie jej gdzie zostawić, to może przyjść.
-Dziękujemy. Do widzenia!
-Do widzenia. -Pożegnaliśmy się i wyszliśmy. Wsiedliśmy do samochodu gdzie czekała na nas Ana. Nadal nie podoba mi się to miejsce, ale może się przyzwyczaję. Trochę dziwne, że facet nie poprosił nas o żasne papiery.
-Fede nie wydaje ci się to dziwne, że nie poprosił nas o żadne papiery?
-Tak trochę to dziwne. Ale może potem będziemy musieli coś dać.
-Pożyjemy, zobaczymy. Gdzie jedziemy teraz?
-Ana gdzie chcesz jechać?
-Do tego fajnego parku. -Moja siostra uwielbia się tam bawić. Fede zaparkował samochód, wysiedliśmy i poszliśmy usiąść na ławkę. Ana gdzieś pobiegła, a my zaczęliśmy rozmowę.
-Violetta. Wczoraj jak byłaś w szpitalu, to byli tam również Leon i Camila. Nigdy tak nie gnali do ciebie..
-Wtedy jak nie poszłam ten jeden dzień do szkoły to poszłam tutajj z Aną i przyczepili się mnie. No ale koniec końców są fajni. Powinieneś ich poznać.
-Może mi ich przedstawisz co?
-Chciałbyś. Jak przyjdą to sam ich poznasz. Federico, ja wracam do domu, ty zostań z Aną. -Powiedziałam i poszłam. Doszłam do domu po 15 minutach. Weszłam do środka i pognałam do swojego pokoju. Jak zwykle stał tam keyboard. Nie umiem na nim grać, ale może warto się nauczyć. Na stole leżą nuty. Nie znam się na nich w ogóle. Internet pomoże!
Wzięłam laptopa, uruchomiłam i zaczęłam szukać stron z nauką gry na keyboardzie. Było ich kilka, lecz tylko jedna przykuła moją uwagę. Jest tu dużo opisów, ale przynajmniej coś z tego rozumiem. Zaczęłam włączać filmiki i powtarzać zgodnie z instrukcją. Po godzinie ćwiczeń byłam już pewna, że muzyka jest dla mnie. Cuekawe po kim jest ten keyboard?
Ćwiczyłam grę na keyboardzie jeszcze pół godziny. Wychodziło mi nawet nieźle. Wyłączyłam sprzęt i poszłam do ogrodu. Fede właśnie wrócił z Aną.
-Jesteśmy! Zrobiliśmy małe zakupy.
-Świetnie. Dopiero 15 a ja czuję jakby minęły dwa dni.
-Przyzwyczaisz się. Teraz mamy spokój i ciszę. Bez żadnych kłótni, sporów. Miałaś rację, żebyśmy tu zamieszkali.
-Ja zawsze mam rację braciszku. -Kątem oka zauważyłam Verdasa i Torres którzy wracają ze szkoły. Verdas wszedł do domu obok mojego a Torres do domu na przeciwko. Nawet nie myślałam, że będziemy tak blisko siebie.
Chyba się zakochałam...
I jak kolejny rozdział, podoba się?
Liczę, że w końcu znajdzie się taka dobra odoba która skomentuje.
Jula ;>
Super :)
OdpowiedzUsuńCzekam na next :p
Pozdrawiam....