sobota, 31 stycznia 2015

Rozdzial 4

  Obudziłam się z mocnym bólem głowy. Lekko otwierając oczy spostrzegłam, że nie jestem u siebie w domu.. dziwne.. nie pamiętam wczorajszego dnia. Obok mnie leżał jakiś chłopak, ubrania leżą porozrzucane po podłodze.. co ja wczoraj zrobiłam ?! Chłopak odwrócił się z otwartymi oczyma.
-Leon?!
-Viola?! Co ty tu robisz ? -Spytał. Jak widać on też niczego nie pamięta.
-Wiesz sama nie wiem.. pamiętam tylko to, że wczoraj była moja 18 i wszyscy byli mocno upici..
-O rany.. dobrze, że moich rodziców nie ma w domu..
-Ojciec mnie zabije.. -posmutniałam. Leon przybliżył się do mnie i objął swoim ramieniem. Wtuliłam się w niego i czułam ciepło, które od niego bije. - Leon nawet jeśli to się wydarzyło to niech nic między nami nie zmienia..
-Uznajmy, że nic się nie stało. Teraz już wstawajmy, nie ma co tracić taki piękny dzień jak sobota.
-Leon.. dziś jest środa. Spóźnisz się do Studia. - Powiedziałam , a Leos zaczął biegać jak opętany po pokoju, lecz na nic to się zdało.
-Albo.. dziś sobie odpuszczę Studio i spędzę dzień z moją ukochaną..
-Z twoją ukochaną kołdrą i poduszką? -Spytałam gdy znów wskoczył do łóżka.
-Chodziło mi o ciebie, ale kołdra i poduszka też nie są złe. -Wzięłam poduszkę w ręcę i rzuciłam nią w Leona. -Aa.. to tak chcesz pogrywać.. -przysunął się do mnie i zaczął całować, nie ukrywam, podobało mi się to, bo nie oberwałam poduszką. Oderwaliśmy się od siebie po kilku minutach, które minęły jak chwilka. Wstałam i poszłam do łazienki się ubrać. Gdy wyszłam zobaczyłam Verdasa w kuchni gotującego coś.
-Uu mój kochany Leoś kucharzem.
-Bardzo śmieszne.
-No nie złość się. -Podeszłam do niego i pocałowałam w usta. Nigdy z nikim nie byłam tak szczęśliwa jak z Verdasem. Violetta Verdas, brzmi świetnie. Leon kazał mi pójść do jadalni i tam na niego czekać, więc zrobiłam według rozkazu. Usiadłam na jednym  z krzeseł. Poczekałam chwilkę i moim oczom ukazał się mój chłopak z dwoma talerzami w rękach. Śmiać mi się chciało, gdy widziałam jego udającego kelnera, ale powstrzymałam się od tego, by nie zrobić  mu przykrości. Kochany jest. Tak się stara. Po zjedzonym śniadaniu Leon powiedział, że razem ze mną pójdzie do mojego domu, żeby gdyby coś wziąść winę na siebie. Nie chciałam skę zgadzać, ale wiem, że i tak pójdzie. Doszliśmy do mojego domu w miarę szybko.
-Violu wszystko będzie ok. -Pocieszył mnie. Wiem jakie piekło może wyrządzić mój ojciec. Dobrze, że z Angie są razem, bo tylko Angie potrafi opanować mojego ojca. No dobra wchodzimy.
-Chyba nikogo nie ma.. -powiedziałam do mojego towarzysza.
-Bierz rzeczy i idzieny.
-Co? Leon gdzie?
-Nie pozwolę, żeby twój ojciec cię traktował no wiesz... no tak.. wiesz o co chodzi. Będziesz mieszkać u mnie, rodzice napewno się zgodzą, gdy powiemy im wszystko. Oni zrozumieją, że twój ojciec na nic ci nie pozwala. A teraz chodźmy zabrać twoje rzeczy. -Poszliśmy w stronę mojego pokoju. Leon naprawdę się stara. Co ja bym bez niego zrobiła? Tylko nie chce mi się wierzyć w to, że on chce, żebym z nim zamieszkała. I że jego rodzice się zgodzą. No przekonamy się. Gdy weszliśmy do mojego pokoju wyjęłam walizkę i szybko spakowałam jakieś ubrania. Wiem, że on będzie się przejmował, ale jego PEŁNOLETNIA córka niczego złwgo nie robi. Tylko się "przeprowadzam". Leon jak ja cię kocham! To jest ten jedyny, ten ideał. Tylko jedna wada jest w nim taka, że mnóstwo dziewczyn się za nim ugania, no ci taki przystojniak ma powodzenie u dziewczyn, a wybrał akurat mnie. Co za zaszczyt!
-Leon kocham cię.
-Violu ja ciebie bardziej.
-Oj nie, ja bardziej. Ale teraz lepiej się zbierajmy, bo jak mój ojciec wparuje, to obydwoje będziemy mieć przechlapane. -Wyszliśmy powoli z mojego pokiju. Przy okazji zabrałam pamiętnik i dwa albumy. Jeden pusty a drugi ze zdjęciami rodzinnymi. Pusty.. po co mi pusty? Po to, żeby napełnić go zdjęciami z najlepszycj chwil u boku mojego ukochanego. Wyszliśmy wolno z domu. Na szczęście nikogo nie było. Mój tata pewnie pojechał załatwiać interesy, Olga jest na zakupach a Ramallo zamiast zajmować się interesami, szpieguje Olgę. No cuż taka rodzina. No ale koniec końców wyszło na dobre. Gdyby moja mama tutaj była, napewno by nie dopuściła do tego, że nasza rodzina aż tak się popsuła. Relacje mamy o wiele gorsze,no ale nic na to nie poradzę. Teraz mam nowego członka rodziny, Leona, który zrobi dla mnie wszystko jestem pewna.
  Francesca:
 Jestem w Studiu i próbuję skomponować tą piosenkę na "projekt Angie". Jakoś nie mogę się skupić. Co chwilę coś mnie rozprasza. Wiem, że te rady Angie są słuszne, ale ja nie mam żadnej motywacji. A od Cami nie będę ściągać. Piosenka jak chce to do mnie przychodzi i tyle. A może muszę zmienić nastawienie do tego wszystkiego ?  Nie sądzę, tyle pozytywnych rzeczy się stało w ostatnim czasie.. Viola wróciła a ja teraz spotykam się z Marco. On jest moim chodzącym ideałem, dziś mamy się spotkać w parku. Ciekawe co zaplanował? Francesca ogarnij się !.. skarciłam się w myślach. Muszę napisać piosenkę.
  Cami:
 Wrażenia po wczoraj? Było odlotowo! Wszyscy co prawda byliśmy upici równo, ale zabawa była przednia! Leon i Viola zasługują na siebie. Może ja też kiedyś znajdę swojego księcia z bajki?

No hej! Jak wam się podoba rozdział 4? Proszę o opinię w komach. Viola i Leon szaleją xD.
Do nastepnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz